Było to 5 maja koło godziny 20.00 w Krakowie. Król odpoczywał w wawelskiej wieży Kurza Stopka, stojąc przy oknie przyglądał się leżącemu w dole miastu. Wtedy rozległ się strzał i kula wystrzelona z rusznicy rozbiła okno i utkwiła w suficie komnaty.
Pięćdziesięciosześcioletni wówczas król zachował spokój i zimną krew, pocieszał nawet mdlejące damy. Straże otoczyły władcę w obawie przed kolejnym atakiem, a zbrojne oddziały przeszukały okolice Wawelu. Jednak sprawcy nie udało się odnaleźć.
W wyniku śledztwa ustalono, że zamachowiec musiał ukryć się obok kościoła św. Idziego, skąd mógł obserwować królewski apartament. Zamach nie był przypadkowy, bo wszyscy w Krakowie wiedzieli, że król, zanim udał się na spoczynek, spacerował po wawelskich salonach, często zatrzymując się przy oknach.
Nigdy nie ustalono tożsamości zamachowca ani jego mocodawców, nie poznano też motywu.










